Mormoni i Sears

Mimo, że do Philadelphii przyjechaliśmy stosunkowo niedawno już czujemy, że zaraz stąd wyjeżdżamy. Dzisiaj ostatni pełny dzień w tym mieście. Szczerze mówiąc jednak nie żałujemy. Wczorajsza wycieczka co prawda zabrała nam dzień zwiedzania, ale też cały czas ją wspominamy i bardzo się nie cieszymy. A Philadelphia jest ciekawa, ale nie aż tak. Jesteśmy już też zmęczeni ciągłym zwiedzaniem. Postanowiliśmy więc dość delikatnie potraktować dzisiejszy dzień. Rano Msza —> śniadanie —> centrum ok. 11. Tam zobaczyliśmy Memorial Franklina (mniej znana wersja kolejnego gościa na tronie), później kompletnie przez przypadek znaleźliśmy się na świetnej interaktywnej wystawie na temat mózgu. Wystawie dla dzieci. Ale my jesteśmy trochę dziećmi 😛 Trafiliśmy na nią przez przypadek, bo wychodząc od Franklina postanowiliśmy zobaczyć co jeszcze jest w tym budynku i przeszliśmy bocznym wejściem na wystawę, która jak się później okazało była płatna. My dobrze bawiliśmy się za darmo 😀

Dzisiaj był dość ładny i słoneczny dzień. Postanowiliśmy odpocząć przy dużej fontannie w centrum i wyłożyć się na chwilę na trawie. Było bardzo sympatycznie. Nie przeszkadzali nam nawet chmary bezdomnych, którzy chyba umiłowali to miejsce. Nawet z paroma się poznaliśmy. Później odwiedziliśmy filadelfijską Arcykatedrę i świątynię Mormonów. Do tej drugiej nie było nam było wejść. Świeżo wybudowany olbrzymi i potężny budynek stylizowany na poprzednią epokę był zarezerwowany tylko dla społeczności Mormonów. Szkoda, bo chcieliśmy go zobaczyć. Mamy za to co wspominać z tego miejsca, bo w świątynnej „recepcji” przywitała nas dwójka przerażających ludzi. Starszy Pan ubrany na biało niczym jak Bóg w filmach z Morganem Freemanem i jeszcze bardziej przerażająca starsza Azjatka wyglądająca jak wschodnia wersja księżniczki Lei 50 lat później. Do tego ich wzrok i nawiedzony wolny sposób mówienia jakby chcieli nas zaczarować spowodował, że Ada od razu schowała się za moimi plecami. Cała scena była przerażająca, ale później wydała nam się zupełnie komiczna.

Po zwiedzeniu tej części miasta stwierdziliśmy, że popołudnie to idealna i prawdopodobnie ostatnia okazja, by spełnić marzenie Ady o zobaczeniu Searsa (sklepu zaopatrującego program Make-Over). W telewizji sklep wygląda faktycznie imponująco. Ja nie miałem ochoty tam jechać, bo sklep był bardzo daleko, ale Adzie udało się mnie namówić. O drogę spytaliśmy policji. To niesamowite jak pomocni są w Ameryce policjanci. Nikt nie traktuje w naszym odczuciu ich jak zagrożenie, które czyha na obywateli, ale jak pomocników, ochronę i dobroczyńców. Byliśmy zachwyceni, gdy Pani policjantka skontaktowała się dla nas z komisariatem, żeby tam sprawdzili w internecie jakim busem najlepiej tam dojechać. Było nam bardzo miło. Gdy po długiej podróży z przesiadkami dotarliśmy na obrzeża miasta do Searsa byliśmy strasznie zawiedzeni. W sklepie nie było nic ciekawego. Jakieś tragiczne meble w najgorszej jakości. Tragedia. Szybko stamtąd wyszliśmy. Zrobiliśmy zakupy spożywcze obok. Mieliśmy ochotę na lodowego rożka. Niestety wszystko jak wcześniej pisałem jest w hurtowych paczkach, więc na mniej niż 4 lody nie mogliśmy liczyć. Musieliśmy wciskać w siebie po drugim, żeby się nie roztopił. Spod Searsa podjechaliśmy do domu, godzinę musieliśmy jeszcze iść, ale ostatecznie dotarliśmy do naszej szalonej familii. Wszyscy byli bardzo ciekawi naszych wojaży, toteż wszystko im dokładnie opowiedzieliśmy. Przez samym snem odwiedziła nas na chwilę siostra Marcelina, która pomogła nam się skontaktować z Państwem Rosenello.

Info po dniu:

  1. W USA nie można obawiać się prosić o pomoc. Naprawdę wszyscy są tutaj bardzo pomocni, chętnie odpowiadają na wszelkie, nawet głupie pytania. Kasjerki na dworcach, służby informacyjne, policja.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s